przekladaniec: (Default)
[personal profile] przekladaniec
Autor: TANYA HUFF
Tytuł: DYM I CIEŃ
Tłumaczenie: [personal profile] przekladaniec



Cztery telefony dzwoniły równocześnie, gdy Tony otworzył drzwi biura produkcji; zwyczajowy chaos tym większy, że biuro akurat nie miało własnego asystenta. Ostatni poszedł po kawę tydzień wcześniej i od tamtej pory nikt go nie widział, a jego rezygnacja - napisana na serwetce ze Starbucks - została jednej nocy wciśnięta do skrzynki na listy.

- ...zrozumieć dlaczego mógłby to być problem, ale naprawdę potrzebujemy tego zezwolenia. Tak, tak. - Rachel Chou, szefowa biura, skinęła na Tony'ego. - Coś pani powiem, porozmawia pani z naszym specem od plenerów. Nie, ja naprawdę panią rozumiem. Proszę poczekać. - Nacisnęła klawisz "czekaj" i podała słuchawkę Tony'emu. - Wysłuchaj jej, ta kobieta tylko tego potrzebuje, a ja nie mam czasu. Jeśli zapyta, czy to ma być ta ulica, właśnie tego dnia, powiedz, że tak. I że bardzo ci przykro, ale nie możesz niczego zmienić. Wątpię, żeby w ogóle dała ci dojść do słowa, ale jeśli tak to poczaruj trochę.

Tony gapił się na słuchawkę jakby mógł się przez nią czymś zarazić. - Dlaczego nie może zadzwonić do Matta?

- Próbowała. Nie ma z nim kontaktu.

Korzystali z usług niezależnego specjalisty od poszukiwania plenerów, którego nikt nigdy nie mógł znaleźć.

- Amy...

- Jest zajęta.

Po przeciwnej stronie pokoju asystentka Rachel pokazała Tony'emu środkowy palec, nie przerywając przekonywać swojego rozmówcy do zrobienia czegoś, na co ten wcale nie miał ochoty.

Tony westchnął i wziął jeszcze ciepłą słuchawkę do ręki; z jego osobistych doświadczeń wynikało, że telefony w biurze nie miały nawet szansy ostygnąć. - Kto dzwoni?

- Rajeet Singh z biura pozwoleń. - Rachel odbierała już drugi telefon. - Po prostu pozwól jej się wygadać - poradziła mu, po czym sięgnęła, by zwolnić przycisk czekania i oznajmiła niecierpliwym tonem - CB Productions.

Tony odszedł ze słuchawką w ręku tak daleko, jak na to pozwalał kabel telefonu i odwrócił się.

- Pani Singh? W czym mogę pomóc?

- Chodzi mi o te nocne zdjęcia, które chcecie robić na Lakefield Drive... - Dalsze słowa zniknęły gdzieś w kłótni dochodzącej ze słuchaweczki w lewym uchu Tony'ego i odgłosach biura. Chłopak oparł policzek o krawędź biurka Rachel i zgodnie z instruktarzem pozwolił się rozmówczyni wygadać.

Z miejsca, w którym siedział widać było drzwi frontowe (prawie całkowicie zastawione górą kartonowych pudeł), drzwi do ciasnej klitki, w której urzędowała trójka scenarzystów i biuro CB.

Obróciwszy trochę głowę, Tony mógł zobaczyć biuro Masona i, dzięki otwartym drzwiom, jego osobistą asystentkę, Jennifer. Złośliwe uwagi na temat tego, co dokładnie wykonywała w ramach swoich obowiązków skończyły się pewnego dnia kiedy Jennifer – ignorując przerażonego ochroniarza – silną ręką rozprawiła się z dwiema szczególnie zajadłymi fankami Masona, wyprowadzając je z planu i wsadzając z powrotem do ich Dodge'a. Jennifer jeździła razem z Lesbami na Motorach na Paradach Równości i Tony przyrzekł sobie, że któregoś dnia zdobędzie się na odwagę i zapyta o jej tatuaże.

Obok biura Masona był dział scenografii: jeden pokój, w którym siedziała jedna osoba prowadząca też mały biznesik z własnoręcznie robionymi pocztówkami erotycznymi, o których reszta udawała, że nic nie wie. Potem był dział finansowy, kuchnia i drzwi prowadzące do postprodukcji. Gdzieś pośród pół tuzina pokoików zagraconych sprzętem miał też swoje biuro Zev Sero – kierownik muzyczny Chestera Bane'a – ale Tony'emu jeszcze nie udało się tego biura odnaleźć.

Za Tonym i nieco po prawej znajdował się dział kostiumów, a bezpośrednio za jego plecami schody prowadzące do piwnicy i efektów specjalnych. Zważywszy na to jaki z CB był dusigrosz, Tony mocno się zdziwił, gdy odkrył, że efekty specjalne robione były na miejscu. Jeszcze bardziej się zdziwił, kiedy dowiedział się, że Arra Pelindrake to kobieta w średnim wieku, która pracowała u CB - stawiając czoła telewizji złej i jeszcze gorszej - przez ostatnie siedem lat. Bezpieczniej było nie dociekać dlaczego.

- ...no więc, czy musi to być właśnie ta ulica o tej właśnie godzinie?

Tony rzucił okiem na Rachel, która z werwą atakowała kupkę formularzy zamówień czarnym markerem. - No, tak.

- Dobrze. Ale robię wam w tym momencie dużą przysługę i chcę żebyście pamiętali o tym w dniu wyborów.

- Wyborów...?

- Do rady miejskiej. Nie zapomnijcie zagłosować. Pozwolenie wyślę wam dzisiaj po południu.

- Bardzo pani dziękuję. – Ale Tony'emu odpowiedział już tylko sygnał.

Tony oddał słuchawkę Rachel, która w międzyczasie zdążyła już odebrać następny telefon i odwrócił się w porę, by zobaczyć cień Amy wychodzący z biura Masona.

Albo i nie.

Jego własny cień wydłużył się i znowu skurczył, gdy Tony szedł przez pokój i zanim stanął obok Amy, chłopak prawie przekonał sam siebie, że widział jedynie jak cień Amy robi to samo. Prawie. Bo Amy stała niemal bez ruchu przy swoim biurku.

- Dobrze się czujesz? - spytała siadając i sięgając po myszkę.

- Tak, wszystko w porządku. - Cień Amy sięgnął po cień myszki. Akurat w tym nie było nic dziwnego. - Miałem chwilę z efektami specjalnymi.

- Wszystko jedno. Czego chcesz?

- Lee jeszcze nie przyjechał, a o jedenastej miał być w charakteryzacji.

- Wyglądam jak jego niańka?

- Peter chce żebyś do niego zadzwoniła.

- Serio? Kiedy? W wolnym czasie, którego... - Złapała za słuchawkę dzwoniącego telefonu. - CB Productions, proszą poczekać... mam w nadmiarze?

- Tak.

- Dobra. - Sięgnęła po notes. Jej cień zrobił to samo. - Na co tak patrzysz? Cycek mi wystaje, czy co?

- Dlaczego miało by mnie to interesować?

- Słuszna uwaga. - Patrząc gdzieś ponad Tonym, Amy uśmiechnęła się. - Hej, Zev. Tony'ego nie interesują moje cycki.

- Mhm... to dobrze?

Tony odwrócił się w porę by zobaczyć jak na policzkach Zeva, nad jego czarną, krótką brodą, wykwita rumieniec. Tony posłał mu współczujący uśmiech - kiedy Amy miała dobre dni, zachowywała się bardziej niż bezceremonialnie.

Kierownik muzyczny uśmiech odwzajemnił i wsadził ręce do kieszeni dżinsów, jakby nagle nie wiedział co z nimi zrobić. - Nie jesteś na planie? To znaczy, widzę, że nie jesteś - mówił dalej, nie czekając aż Tony odpowie, - jesteś tutaj. Tylko... Dlaczego?

- Peter kazał mi znaleźć kogoś, kto zadzwoni do Lee skoro jeszcze go nie ma.

- Jest. No... widziałem go z biura Barb.

Barb Dixon stanowiła cały departament finansów.

- Co robiłeś u Madam Arytmetyki? - zapytała Amy.

Zev wzruszył ramionami. - Pod koniec miesiąca tonie w papierach. Czasem jej pomagam; liczenie dobrze mi idzie.

- Tak? - Tony wychylał się za stertę pudeł, patrząc, czy aby nie widać gdzieś Lee, ale to zwróciło jego uwagę. - Ja z matematyki jestem kompletnym głąbem, a próbuję obliczyć sobie budżet. Muszę kupić samochód bo teraz dojazd tutaj mnie dobija. Może pomógłbyś mi kiedyś?

- Jasne. - Zev znowu poczerwieniał. Potem wyszarpnął rękę z kieszeni i przesunął nią po włosach.

- Twoja... ee...

- Tak, wiem. - Zev założył jarmułkę z powrotem i ruszył w stronę drzwi do postprodukcji. - Wiesz gdzie mnie szukać. Jakby co, to zadzwoń.

Przynajmniej Tony'emu wydawało się, że to właśnie Zev powiedział. Zamiast słów bowiem dało się słyszeć tylko zakłopotane mamrotanie. Na szczęście miesiące ze słuchawką krótkofalówki w uchu sprawiły, że Tony potrafił zrozumieć praktycznie każdy rodzaj mamrotania.

- Hej, Zev?

Kierownik muzyczny zatrzymał się, jedna noga już za progiem.

- Ten kawałek w ostatnim odcinku, kiedy Mason stoi w oknie? Ten ze smyczkami? Był super.

- Dzięki. - Cień Zeva wśliznął się za zamykające się drzwi w ostatnim momencie.

Tracę głowę.

- Podobasz mu się.

- Co? - Martwiąc się o swoją poczytalność, Tony nie od razu zrozumiał o co chodziło Amy. - Komu? Zevowi?

- A komu? To fajny facet. Och, ale czekaj, dlaczego miałbyś zwracać uwagę na fajnego faceta, któremu na dodatek się podobasz, kiedy jest... - Amy przerwała i uśmiechnęła się złośliwie.

- No co? - Tony ponaglił, kiedy Amy dalej nic nie mówiła.

W tej chwili za jego plecami otworzyły się frontowe drzwi i dał się słyszeć znajomy, aksamitny głos. - Cholera, nie uwierzylibyście jaki dzisiaj ruch na drodze. Raz prawie musiałem wjechać motorem na chodnik.

W odpowiedzi na sarkastycznie całuśną minę Amy, Tony pokazał jej środkowy palec i odwrócił się.

Lee Nicholas, znany też jako James Taylor Grant, młodszy partner Raymonda Darka i jego oczy i uszy w świetle dziennym, miał 182 cm wzrostu, ciemne, krótkie włosy, zielone oczy, rzeźbione kości policzkowe i ciało, które zawdzięczał zarówno dobrym genom jak i trenerowi osobistemu.

W serialu Lee nosił się zazwyczaj nieformalnie, lecz elegancko, teraz jednak miał na sobie czarną, skórzaną kurtkę, sprane dżinsy, czarne, skórzane ochraniacze na spodnie, ciężkie buty... a kiedy rozpiął kurtkę odsłaniając obcisłą, czarną koszulkę, Tony poczuł, że nagle zaschło mu w ustach.

- Hey, Lee, ile krów zostało zabitych dla tego, co masz na sobie?

- Ani jedna. - Szeroki uśmiech, którym Lee obdarzył Amy, w całej krasie prezentował jego doskonałe uzębienie i dołeczek w policzku, który fani na jednym z bardziej poetycko nastawionych forów internetowych opisali jako "szelmowski". - Wszystkie wiodły długie i satysfakcjonujące krowie życie i zmarły jako szczęśliwe staruszki. Ilu robotników wykorzystałaś, żeby mieć tą całą bawełnę?

- Każdy kwiatek zebrałam własnymi bielutkimi... CB Productions, w czym mogę pomóc? Kazałam pani czekać? - Szepcząc "o rany", Amy odgoniła Tony'ego i Lee od swojego biurka.

- Nie jesteś na planie. - Lee podał Tony'emu swój kask, mając całkowitą pewność tego, że Tony go weźmie i zaniesie gdzie trzeba. - Peter skończył wcześniej?

- Nie. Później. To znaczy, skończy później i chciał, żebym ci powiedział, że na planie będziesz potrzebny, no wiesz, dopiero po lunchu. - Tony uśmiechnął się blado, w pełni zdając sobie sprawę z tego, jak to brzmiało. Od czternastego roku życia sam troszczył się o siebie - w taki, czy inny sposób. Widział rzeczy, o których powiedzenie, że były "przerażające" oznaczało łagodne ujęcie sprawy. Walczył z demonami i to nie tymi metaforycznymi. No... pomagał w walce. Na miłość Boską, miał już przecież dwadzieścia cztery lata! A jednak za każdym razem, gdy rozmawiał z Lee, wychodził na bełkoczącego idiotę. Określenie "idiota" szczególnie tu pasowało bo Lee Nicholas był hetero i miał dobrze udokumentowaną słabość do tego rodzaju blondynek, których nie mógłby zabrać do domu, by pokazać mamie.

Mama Lee była bardzo miła. Odwiedziła studio kilka razy.

Tony nagle zdał sobie sprawę z tego, że Lee czeka na odpowiedź, ale kompletnie nie miał pojęcia, jakie było pytanie - Co?

- Powiedziałem, dzięki za zaopiekowanie się kaskiem. Zobaczymy się na planie.

- Tak. Jasne. Ee, bardzo proszę. - Drzwi do garderoby zamknęły się, odrapana farba - niecały centymetr od nosa Tony'ego.

Tony zupełnie nie pamiętał powrotnej drogi z biura produkcji.

Chłopak poszedł w stronę hali zdjęciowej; jego cień został przy drzwiach do garderoby Lee.

From:
Anonymous
OpenID
Identity URL: 
User
Account name:
Password:
If you don't have an account you can create one now.
Subject:
HTML doesn't work in the subject.

Message:

If you are unable to use this captcha for any reason, please contact us by email at support@dreamwidth.org


 
Notice: This account is set to log the IP addresses of everyone who comments.
Links will be displayed as unclickable URLs to help prevent spam.

Profile

przekladaniec: (Default)
Przekładaniec

Style Credit

Expand Cut Tags

No cut tags
Page generated Jul. 23rd, 2017 10:36 am
Powered by Dreamwidth Studios